Moje potworki :)

Moje potworki :)

środa, 20 października 2010

Zaległości

Ciągle mam je niestety...zaległości w pisaniu i pokazywaniu...oczywiście tego co wydłubałam.
Więc polecę hurcikiem, a co niech i tak będzie. Chusta pomarańczowa, którą uwilebiam nosic
Od bask36
Od bask36
Od bask36

Teraz fioletowa, tylko cieżko powiedziec jak Ono się zwie. Bo ja to noszę jako chustę lub narzutkę.
Jak zwał tak zwał, ważne że jest.
Od bask36
Od bask36
Od bask36

Czapeczka dla małej Oli. oczywiście kolor czerwony w moim aparacie nie istnieje. Więc trzeba w tym momencie użyc wyobraźni i tak właśnie...to jest czerwona czapeczka.
Od bask36
Od bask36

Teraz czas na brudnego różu tuniczkę
Od bask36

I jest do niej również szaliczek :)
Od bask36

Długalny i cieplutki oczywiście :)
Od bask36
O proszę zapomniałabym, mamy jeszcze ogromną chustę. Tą też uwielbiam, noszę ją również na wiele sposobów.
Od bask36
Od bask36
Błękitna torebka


Od bask36
Torebka zrobiona właściwie do tej..no właśnie znowu trzeba to jakos nazwac wiec nazwę ją chusto-ponczo-narzutka :)
Od bask36
Od bask36

Jeszcze nie mam do niej broszki...ale po co mi broszka ważne ze spinacz jest :)
Od bask36

Podzielę to jednak chociaż na dwa razy, wiec reszta następnym razem.

Różowa beretka

Jeszcze cieplutka, zrobiłam dla siebie ale przechwyciła ten komplecik młodsza córa.
Więc muszę dla siebie zrobic drugi komplecik :)


Od bask36

niedziela, 5 września 2010

Dzisiaj bez tytułu

Boziu jaki wstyd, od marca nie napisałam tutaj nic. No cóż, nie miałam po prostu natchnienia do pisania. Co nie znaczy że nic nie dłubałam.

Może najpierw pokażę bluzeczkę pomarańczową. Dlaczego akurat zrobiłam ja z tak wściekłego pomarańczu? A dlatego że mam w swoich zbiorach kordonkowych mały zapasik...muszę się go pozbyc, coby na jego miejsce zgromadzic jakiś nowy nabytek. Wracając do tematu: czemu akurat pomarańcz, a no właśnie leżał sobie na półce chyba juz ze dwa lata i padło akurat na ten kolorek i jest pomarańczowa bluzeczka, robiona z elementów łączonych w trakcie roboty.


Od bask36
Od bask36
Od bask36


- Jest jeszcze jedna koloru tym razem żółtego. Kordonek też wyciągnięty z tej samej półki z zapasami. Ale tym razem robiona od dołu do góry...prościutka, skromniutka ale moje oko cieszy...zresztą nie tylko oko. Moje ciało też się cieszy że może ja nosic.
Od bask36
Od bask36
Co by tu jeszcze pokazac? Już wiem.... z samych resztek po tej żółtej powstała żółta brocha kwiat o średnicy coś około 10 cm.
To mój własny pomysł na kwiatowe brochy hehe. Ale z tyłu brochy nie pokażę, a nie pokażę dlatego że nie ma ludzkiej agrafy, takiej specjalnej do broszek...a ma wielka paskudną agrafkę, taką najzwyklejszą. Czekam na dostawę w pasmanteryjnym...podobno w wakacje nie zamawiają towarów, bo wszyscy się lenią i błogo odpoczywają...pewnie gdzieś na bajecznej wyspie. No nic ja przecież jestem cierpliwa..poczekam, aż dostawcy wrócą spod tych palemek i wezmą sie do roboty, czyli do rozwożenia towarów.A oto moja brocha:) Jest piękna, uwilbiam ją nosic...ale skromnością zaleciało hahaha
Od bask36

środa, 31 marca 2010

Moje makaroniki

Dawno nie pisałam, cóż rzekłabym nic nowego hehe, ale tym razem zawiódł mnie necik.
Od nowego roku właściwie jechałam na jakis oparach...brrr teraz podobno ma byc lepiej...zobaczymy.

Ostatnio wpadłam w wir robienia korali.. a co tam ja je uwielbiam, więc to dla mnie radocha.

Pierwsze makaroniki które zrobiłam
Od bask36
To moje ulubione...noszę je bardzo często
Od bask36
Od bask36
tych korali chyba jeszcze nie pokazywałam,
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36
Większości już oczywiscie nie mam. Poszły do nowych właścicieli.

poniedziałek, 8 marca 2010

Obrusik

Obiecany obrusik... wprawdzie jeszcze nie na stole... ale tak chyba widac go dużo lepiej.

Od bask36
Od bask36

czwartek, 25 lutego 2010

Serwetki

Miałam ochotę na serwetki...jakoś dawno ich nie robiłam. Więc w końcu się za nie zabrałam.

Miało byc ich więcej...ale zapał minął, chwilowo. Na koszt obrusika. Mam jeden okrągły stolik, góra czyli blat jest ze starego wiklinowego kompletu... w międzyczasie nogi od niego odpadły.

Kiedyś skosiłam takie stare burty od jakiegoś łóżka, sąsiadce oczywiście...byłej sąsiadce.
I te żelazne burty posłużyły nam za nogi do tego stolika. Ale miałam dla niego tylko jeden obrusik...do tego bardzo stary. Moje najmłodsze dziecię uwielbia na tym stoliku jeśc... a jak je, to przy nim jeszcze kurki by się pożywiły. Więc ciągle ten stolik jest bez przykrycia, no nie wyrabiam z praniem. Aż w końcu stolik doczekał się swojego nakrycia....no w sumie to nie do końca prawda, bo jak go uprałam tak leży sobie upchany w garderobie ze stosem prania z całego tygodnia.
Nie mam teraz fazy na prasowanie...pierwszy...no może nie w życiu...ale pierwszy raz od dłuższego czasu usypałam sobie taki stosik. Oj tam, raz na jakiś czas mogę sobie zrobic wolne :)

Gadam i gadam o obrusiku, którego i tak Wam nie pokażę teraz..myślę że do niedzieli uda mi się do niego dotrzec :) :)

Temacik postu miał byc o serwetkach, wiec wracam do właściwego wątku hehe

Serwetek jest 4 sztuki, ale robione po dwie takie same.

Od bask36
Od bask36
Od bask36
Od bask36

poniedziałek, 22 lutego 2010

Szaliko-czapka

Ostatnio nie idzie mi pisanie i prowadzenie bloga, zapadłam chyba w sen zimowy.
Jak ja nie lubię zimy...oj jak ja nie lubię marznąć. Na szczęście dziś za oknem piękne słońce...ja chcę wiosny, ja chcę lata...ja chcę wrócić do życia.

hehe w sumie cały czas żyję...ale zakopałam się w domu, nawet udało mi się z miesiąc nie wozic dzieci do szkoły, w te najgorsze śnieżyce. Jazda samochodem to nie mój świat...prawko zrobiłam, bo nie dało rady trójki dzieci władować sąsiadce do samochodu hehe kiedy i Ona ma swoją trójkę.
A od września Wojtunio jeszcze mi pójdzie do pięciolatków. Więc czwóreczka już będzie chodzić do szkoły. To mi się dopiero zacznie kursowanie.. już teraz jeżdżę po 4 kursy...a kończę jadąc po męża...ale dojeżdżam do umówionego miejsca i zanim mąż do mnie dojdzie ...już siedzę jako pasażer.

Fakt że z nim nie umiem jeździć...bo ja lubię różne dziwne numerki wykręcać...a wioząc jego tyłek..zaraz na dzień dobry coś wymyślę.. Ale jak tu nie wymyśleć..kiedy patrzy się na ręce, fakt moja wina, bo ja za bardzo Go teraz opierniczam...bo normalnie serce mi sie kraja jak On szarpie ten drążek przy zmianie biegów...niszczy mój samochodzik...a jak podjeżdża do drugiego samochodu...hamuje wtedy kiedy ja już zamykam oczy i hamuję nogami w podłodze.
Och Ci faceci....
No nic mam jeszcze tydzień wolnego. Dzieci mają ferie.

Czapka którą zrobiłam dla siebie, jest moja pierwsza czapką..którą założyłam od lat na głowę.
Bo do mojego ryja nie pasują czapki...mam buzię okrągłą jak bułeczka.
Więc od lat chodzę z gołą głową.

Najpierw wymyśliłam sobie że chcę tylko komin, kombinowałam i próbowałam sobie przypomnieć..jak robiło się te kominy z 15 lat temu...no i kurna nie pamiętam.
Zrobiłam taki z grubej jakiejś prutej włóczki.

Ale za dużo mam pod szyją, a jak ja moge miec tam za dużo..kiedy nie u mnie szyja łabędzia buuu.
No nic...ale ciepło mi w nim. Później wymyśliłam sobie żeby się nauczyć robić na 5 drutach i na drutach na żyłce... hehe załapałam chyba o co w tym chodzi.. do następnej zimy chcę nauczyć się robić jakieś wzorki...nie tylko lewe prawe bo to jako tako już mam opanowane.

Czapka ma wielki ogon...a ogon to szal...kwiat to brocha, wiec jak zwykle gdzie mam ochotę to go zaczepiam.







Od bask3




Od bask36